Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 3 stycznia 2020

2944. Wrażenia

Nie chciałam wrzucać wszystkiego do przysłowiowego jednego worka, więc stąd następna powrocławska notka.

"Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej" - ta maksyma idealnie wpasowuje się w podsumowanie naszego wyjazdu. Najbardziej stęskniłam się za Maluchem - jego śpiewem, ćwierkaniem, lataniem. Mama codziennie do niego przyjeżdżała i spędzała z nim ponad dwie godziny, ale przecież to nie to samo.

Wrocław jest pięknym miastem, pełnym urokliwych zakątków, mnóstwa knajp i knajpek, ale jak dla nas obojga jest zdecydowanie za głośny. Zbyt dużo w nim ludzi (mieszkańców i turystów), na ulicach panuje zbyt duży hałas, za dużo czasu zabiera dostanie się z jednego miejsca w drugie - czy to samochodem (korki), czy to autobusem i tramwajem (tłok), czy to na piechotę (za daleko).

Z ulgą wysiedliśmy na dworcu na naszej (w stosunku do Wrocławia) prowincji. Tu jest zdecydowanie ciszej, mniej ludzi, bliżej i wolniej. Mieszkać na stałe wolę tutaj, ale odwiedzać na krócej lub dłużej mogę każde miejsce.

Jeśli chodzi o pobyt u mojej licealnej koleżanki - wszystko było super do sylwestrowej nocy, kiedy to okazało się, że nadmiar wypitego alkoholu ukazał jej drugą twarz, której wolelibyśmy nie widzieć. Niby nic takiego się nie stało, ale pozostał w nas pewien niesmak. Mąż powiedział nawet, że nie chce mnie narażać na takie widoki i na przyszłość woli Sylwestra spędzać ze mną w domu.

Absolutnie nie żałuję tamtego wyjazdu, bo odpoczęłam maksymalnie, zdystansowałam się i zostawiłam problemy oraz sprawy do załatwienia, zapomniałam o chorobie i leczeniu, zrelaksowałam się, doświadczyłam mnóstwa nowych rzeczy i wróciłam pełna wrażeń, przemyśleń i wniosków.

W trakcie naszego pobytu we Wrocławiu, który na żywo relacjonowaliśmy na klasowej grupie na Messenger, wykluło się sobotnie spotkanie w pubie, więc wygląda na to, że jutro imprezujemy w większym towarzystwie.

Przywieźliśmy ze sobą walizkę brudnych ubrań. Jeszcze tego samego noworocznego późnego wieczoru wstawiłam i rozwiesiłam pierwsze pranie. Wczoraj kolejne. Dzisiaj podobnie. Ciuchy grubsze i więcej ich, zatem przekłada się to na ilość wsadów.

Ogarnęłam wreszcie rachunki - nasze i Mamy, zrobiłam przelewy, doładowałam telefony. Dyrektor Wykonawczy odkurzył mieszkanie, bo przed wyjazdem nie było na to czasu.

Od wczoraj chodzę na rehabilitację, ale o niej napiszę oddzielnie, gdyż to zupełnie inna bajka.