Aż wierzyć się nie chce, że ubiegłotygodniowy sobotni wieczór spędziliśmy we Wrocławiu, a wczoraj byliśmy w lokalnym pubie w kilkunastoosobowym gronie. Końcówka 2019. i początek 2020. roku upłynęły nam pod hasłem towarzyskich spotkań.
Atmosfera fantastyczna - rozmowom i śmiechom nie było końca. Nie próżnowaliśmy, ustalając na długi czerwcowy weekend (11-14) wyjazd w Karkonosze i wynajęcie tam domku dla naszej klasy. Co z tego wyjdzie, czas pokaże, ale plan - póki co - jest przedni.
Wyszliśmy z Mężem tuż przed północą i dzięki temu (albo przez to) po raz pierwszy w życiu jechałam u siebie nocnym autobusem, w którym unosił się gorzelniany zapach, a pasażerowie stanowili iście wybuchową mieszankę.
