Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 6 stycznia 2020

2947. Zorin

W zeszłym roku Mąż zalecił zakup nowego dysku. Stwierdził, że lepiej dmuchać na zimne. Stary dysk lada moment mógł odmówić posłuszeństwa, a kupno nowego i tak jest tańsze niż wymiana laptopa. Potem ostrzegł mnie, że będzie bezpieczniej i szybciej jeśli zmieni system operacyjny z Windows na Linux, którego od lat jest ogromnym fanem.

Ja, jak to ja - do zmian w kwestiach technicznych podchodzę jak do jeża. Przyzwyczaję się do czegoś, a później jest mi ciężko odnaleźć się w czymś innym. Ale jak mus, to mus - w końcu jak się ma w domu informatyka, nie bardzo jest o czym dyskutować.

I tak od dzisiaj zaczęłam używać wersji Linuxa o dźwięcznej nazwie Zorin. Jest on synem Ubuntu, a wnukiem Debiana - taką wersję przekazał mi Dyrektor Wykonawczy, więc wierzę mu na słowo.