Wczoraj wieczorem Mąż w dość osobliwy sposób zamykał drzwi po przyjściu do domu z pracy. Od razu czułam, że coś ukrywa. Miałam rację. Wręczył mi torbę prezentową z tekturowym pudełkiem w środku. A w nim specjalnie dla mnie zaprojektowana koszulka - Królewna Perfumka Jaśnie Nam Pachnąca - bo tak nazywa mnie Dyrektor Wykonawczy z powodu mojego zamiłowania do perfum.
Dzisiaj rano, we dwoje, pojechaliśmy na onkologię. Ja poszłam się rehabilitować, a Głos Rozsądku zajął mi miejsce w kolejce do ginekologa. W międzyczasie odwiedził mnie podczas indywidualnych zajęć z panią rehabilitantką, żeby wiedzieć co i jak mam robić, bo to naprawdę trudne.
Po zakończeniu rehabilitacji dołączyłam do Męża pod gabinetem specjalisty. W środku byłam niecałe pięć minut. Wyszłam z plikiem skierowań (badania krwi, RTG klatki piersiowej, EKG, konsultacja internistyczna, konsultacja anestezjologiczna, wizyta u ginekologa) oraz wyznaczonym terminem operacji usunięcia jajników na 7. maja.
Zaplanowane na popołudnie spotkanie z okulistką przełożyłam na przyszły tydzień, gdyż priorytetem był oczywiście ginekolog. Oczy jak były czerwone, tak są; gradówka mnie nie opuściła, a powieki nadal swędzą, więc nic im się takiego strasznego nie stanie jak poczekają jeszcze kilka dni.
Potem wreszcie świętowaliśmy - Dyrektor Wykonawczy zamówił sushi, a później wybraliśmy się do cukierni na dużo słodkości i cappuccino.
Podobnie jak praktycznie prawie wszyscy, którzy składali mi dzisiaj życzenia, samej sobie życzę zdrowia, ale także miłości, radości oraz wdzięczności i umiejętności doceniania każdej chwili.



