Wczoraj po powrocie z onkologii Mąż stał się o wiele bardziej pociągający niż zazwyczaj. Pociągający nosem - żeby była jasność. A dzisiaj u mnie drastycznie wzrosło zużycie jednorazowych chusteczek. Obok sofy, na stołku, stoi kubek z rozpuszczoną w gorącej wodzie zawartością czerwonej saszetki, którą za chwilę wypiję, żeby się nie rozłożyć.
Swoją drogą niezły paradoks - w trakcie brania chemii nawet kataru nie miałam, nie mówiąc o jakichś przeziębieniach, czy infekcjach. I to przy odporności obniżonej do granic możliwości. A teraz proszę - brwi odrosły jeszcze ciemniejsze i bujniejsze niż wcześniej; rzęs jest o wiele więcej, a ich długość nie powiedziała ostatniego słowa; włosów od 23. grudnia nie chowam już pod żadną czapką, ale żeby nie było za dobrze próbuje mnie złapać jakiś wirus albo bakteria.
Pani rehabilitantka, z którą mam indywidualne ćwiczenia stwierdziła dziś, że miałam ogromne szczęście jeśli chodzi o wszystko - operację, szew, bliznę, bo moja obecna sprawność prawej ręki i barku wynosi 98 %, więc tak naprawdę pomaga mi raczej "kosmetycznie".
Z kolei pani, która prowadzi naukę automasażu (właśnie skończyłam ostatnie, piąte, zajęcia) poinstruowała nas, że do końca życia mamy się pilnować - absolutnie nie prać ręcznie, nie wieszać firanek, nie odkurzać, nie dźwigać więcej niż 2 kg w ręce po operowanej stronie i nie spać na tym boku. Nie wolno nam nosić zbyt ciasnych pierścionków, bransoletek, czy zegarka; zażywać gorących kąpieli, korzystać z sauny, czy basenów termalnych. Bo to, że teraz nie zbiera się chłonka, nie oznacza, że nie pojawi się ona nawet po kilku latach - oczywiście jeśli będziemy tę chorą stronę przeciążać i nie stosować się do zaleceń. I nie ma znaczenia czy ktoś miał mastektomię, usunięcie wszystkich węzłów, czy operację oszczędzającą.
Jest coś, co spędza mi sen z powiek - wykryta pod koniec października zmiana w drugiej piersi. Wczoraj rozmawiałam o niej z moim kolegą radioterapeutą. Trzeba zrobić ponowne USG, bo jeśli okazałoby się, że potrzebna jest biopsja, będzie na nią czas przed rozpoczęciem radioterapii. Oby tylko nie było konieczności przesunięcia tej ostatniej, a taka ewentualność - niestety - istnieje.
Najgorsze dla mnie jest to, że praktycznie wszystko jest ze sobą połączone i jedno ma wpływ na drugie, a jedna rzecz może pokrzyżować szyki. Taki efekt domina. Jak się jedno wali, pociąga za sobą kolejne...
