Warto było wstać o 5:30 po mało co przespanej nocy (raz, że pełnia, a dwa, że nerwy), żeby tuż po ósmej mieć zrobione USG piersi, które nie wykazało żadnych zmian, które kwalifikowałyby się do biopsji. Co wcale nie oznacza, że ich tam nie ma - na obrazie USG nie widać bowiem wszystkiego - stąd konieczność wykonania rezonansu magnetycznego z kontrastem, ale dopiero w kwietniu, przed operacją usunięcia jajników.
Dzisiejszy wynik oznacza jedno - radioterapia odbędzie się planowo, podobnie jak rehabilitacja w jej trakcie oraz kontrolne wizyty u specjalistów tuż po niej.
A ja - póki co - z jednej strony walczę z katarem, a z drugiej z Zorinem. W obu przypadkach nierówna to batalia, bo i jeden i drugi uprzykrza mi życie. Jeśli chodzi o ten pierwszy jest szansa, że pomogą medykamenty. Jeśli chodzi o ten drugi, jest szansa, że pomoże Mąż. Daję im czas do poniedziałku, tak więc weekend zapowiada się bojowo.
