Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

niedziela, 12 stycznia 2020

2953. Nowy rozdział

Tak, jak wcześniej stuprocentowo zaufałam chirurgowi, tak teraz, jeszcze bardziej darzę zaufaniem poczynania mojego serdecznego kolegi i zarazem radioterapeuty.

Tak, jak wtedy nie obchodziło mnie nic poza wycięciem guza i biopsją wartownika, tak teraz nie obchodzi mnie nic poza poddaniem się całej procedurze.

Razem z Mężem obejrzeliśmy moje piersi na wizualizacji na komputerze. Najbardziej interesowało mnie na czym polega radioterapia (napromieniowanie zaznaczonych przez lekarza obszarów), czemu ma służyć (wybicie niedobitków komórek nowotworowych i zmniejszeniu szans na przerzuty), jakie są jej możliwe skutki uboczne (zwłóknienie tkanek w piersi, płucu i sercu) oraz co robić (spokojnie leżeć i oddychać) a czego nie przed nią (nie używać dezodorantu po chorej stronie), w jej trakcie (nie wiercić się) i po niej (myć pierś wodą i delikatnie osuszać).

Jestem spokojna jak nigdy przedtem, bo raz, że lekarz jest moim kolegą, więc krzywdy mi nie zrobi, a dwa, że pracuje w zawodzie ponad dwadzieścia lat, więc ma ogromne doświadczenie. Poza tym, jeśli cokolwiek by mnie zaniepokoiło podczas naświetlań, zawsze mogę do niego zadzwonić i spytać, a to daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Jeśli nic się nie wydarzy i nie zmieni, zacznę radioterapię za dwa tygodnie. Będzie ona trwać dwadzieścia jeden dni.