Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

piątek, 17 stycznia 2020

2958. Wykończeniówka

Chemioterapeuta, za którym zdążyłam się przez ostatnie trzy tygodnie stęsknić, palpacyjnie zbadał mi węzły chłonne na szyi, czym mnie bardzo zaskoczył. A potem spytał czy po radioterapii nie chciałabym wrócić do pracy. Kiedy w jednym zdaniu nakreśliłam mu swoją "zawodową" sytuację, chyba tym razem to on zdawał się być zaskoczony.

Naczekałam się na Herceptynę (jest jakiś problem pomiędzy komunikacją na linii pielęgniarki - apteka), że hej. Razem ze mną trzy inne babeczki. Siedziałyśmy i gadałyśmy. Niesamowite jest jak szybko nawiązują się między nami rozmowy i jak otwarte one są. Dzięki nim jest mi odrobinę łatwiej znosić uderzeniowe fale gorąca wiedząc, że nie tylko ja ich doświadczam w trakcie zażywaniu Tamoxifenu.

Po zastrzyku i tak trzeba być na terenie szpitala przez około godzinę, więc wykorzystałam ten czas na kawę, rogalika i jabłuszko oraz odwiedziny u koleżanki, która zaczęła właśnie pierwszą białą chemię. Dziwne uczucie kiedy siedzi się na miejscu dla osób towarzyszących, a nie - jak dotychczas - na "chemicznym" fotelu.

Idąc do szatni spotkałam poznaną podczas leczenia rejestratorkę, która po mojej odpowiedzi na pytanie "co słychać?" stwierdziła, że teraz to już tylko "wykończeniówka" (czytaj: radioterapia, rehabilitacja, usunięcie jajników, zastrzyki Herceptyny i tabletki Tamoxifenu). Tak mi się spodobało to określenie, że aż zaczęłam się głośno śmiać.


Wróciliśmy na stare śmieci, czyli od dzisiaj oficjalnie znowu jesteśmy z Mężem pacjentami dawnej przychodni. Tak trochę na znak protestu i z przekory, żeby nie dać zarobić mojemu byłemu pracodawcy, ale też żeby dokładnie zamknąć za sobą drzwi przeszłości.

Brwi już urosły, włosy i rzęsy wciąż się wydłużają - szczególnie cieszy mnie możliwość używania tuszu, który zaczyna się prezentować naprawdę imponująco, a to jeszcze nie jest ich ostatnie słowo...