Kiedy po śmierci Taty namówiliśmy z Mężem Mamę na wymianę piecyka gazowego, kupił, przywiózł i zamontował go sąsiad właścicielki mieszkania, które wynajmowaliśmy.
Kilka miesięcy temu z piecyka zaczęła kapać woda. Dyrektor Wykonawczy zadzwonił do instalatora, ale okazało się, że serwisem zajmuje się ktoś inny. Podał nam numer telefonu, żeby Rodzicielka mogła się z nim skontaktować.
Pan przyjechał i w ramach gwarancji bezpłatnie wymienił nagrzewnicę. Podczas wypełniania dokumentów siedział w dużym pokoju. Spojrzał na zdjęcia stojące na regale i spytał Mamę co u mnie słychać. Na jej pytanie skąd mnie zna odparł, że przecież razem chodziliśmy do jednej klasy w podstawówce.
Jaki ten świat mały...
Od kilkunastu dni piecyk przy odkręcaniu ciepłej wody raz zapalał, a raz nie. I to nie baterie były tego powodem. Zadzwoniłam więc do swojego kolegi, którego nie widziałam na oczy od trzydziestu siedmiu lat, przedstawiłam się i umówiłam na piątkowe popołudnie.
Przyjechał (nie poznałabym go na ulicy po tylu latach) i znowu bezpłatnie podrasował piecyk wymieniając elektronikę. Za sześćdziesiąt złotych zaproponował nam przedłużenie gwarancji do trzech lat. Oczywiście z chęcią skorzystałyśmy.
Teraz jeśli cokolwiek będzie nie tak, od razu mam dzwonić do kolegi, a on się tym zajmie. Cieszę się, bo o dobrych i uczciwych fachowców nie jest łatwo, więc tym bardziej jestem wdzięczna, że to właśnie on stanął na mojej drodze.
