W ubiegły piątek znajoma z onkologii doczekała się wreszcie na mastektomię z rekonstrukcją, którą chirurg przekładał dwukrotnie. W bonusie usunął jej port. W sobotę przed południem, w bardzo dobrym stanie ciała i ducha, koleżankę wypisali do domu.
Również w piątek Mama jeszcze raz (dla pewności) przeliczyła uzbierane pięciozłotówki. Okazało się, że pomyliłam się na swoją niekorzyść - i to o pięćset złotych. Tak więc w sumie w skarbonkach było prawie dwa tysiące dwieście złotych. Tysiąc jest już wymieniony na banknoty.
Wczoraj wieczorem, we troje (a nawet we czworo, bo z Psiakiem) poszliśmy zagłosować ze względu na to, że chcemy mieć wpływ na to kto będzie prezydentem. Na drugą turę oczywiście też się wybieramy.
Dzisiaj byłam na onkologii - kolejna rehabilitacja oraz spotkanie z ginekologiem, który poinformował mnie, że wynik pobranej cztery tygodnie temu cytologii jest prawidłowy, a na kontrolną wizytę mam się zgłosić za rok.
Po kilku dniach niemiłosiernych upałów po moim powrocie ze szpitala spadł porządny deszcz, a burza - na szczęście - przeszła gdzieś bokiem.
I to są bardzo dobre wiadomości.
