Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

wtorek, 30 czerwca 2020

3098. Takie kwiatki

Wczoraj fizjoterapeutka weszła mi na ambicję, czyli kolokwialnie mówiąc dostałam od niej ochrzan między wierszami. Należało mi się po całości, więc w końcu wzięłam sobie do serca jej rady i zaczęłam ćwiczyć w domu. Potrzebuję rozciągać lewą rękę, bo przez swoje zaniedbanie doprowadziłam do przykurczu pod pachą. A żeby się go pozbyć, wystarczy wziąć się do roboty.

Ciśnienie mierzę dwa razy dziennie - jak zaleciła pani kardiolog. Mimo zażywania leku, wartości wciąż nie spadają. Umówiłam się na wizytę za tydzień - doktor prosiła, by przyjść jeśli tabletka nie zadziała przez trzy tygodnie. Najlepsze jest to, że generalnie dobrze się czuję - nie boli mnie głowa, a i serce wcale nie kołacze. Tylko te liczby mnie przerażają - 150/105, 140/100.

Zapisałam się także na teleporadę z psychiatrą, bo kończy mi się wenlafaksyna i  w związku z tym przydałaby się nowa recepta.

Jak już jestem monotematyczna, to się jeszcze podzielę przebiegiem wczorajszej rozmowy z ginekologiem. Wiedziałam do kogo idę i normalnie nigdy w życiu bym go nie wybrała, ale w końcu chciałam odebrać tylko wynik cytologii, więc co za różnica kto mi go da.

Pan jest doktorem nauk medycznych w wieku okołoemerytalnym i ma fatalne opinie wśród pacjentek, ale chyba właśnie ze względu na swój PESEL wciąż pracuje na onkologii. Inni lekarze i jego szef wiedzą z kim mają do czynienia, ale nic z tym nie robią.

Najpierw mnie ochrzanił, że osobiście przyszłam po wynik, a powinnam telefonicznie, co jest nieprawdą, gdyż nikt nie udziela takich informacji.  Poza tym poprzedni lekarz wyraźnie zaznaczył, że mam się umówić na wizytę. Następnie dowiedziałam się, że jestem niepoważna, bo niepotrzebnie wychodzę z domu (fakt - nie mam ciekawszych zajęć, więc jeżdżę sobie dusznym autobusem na drugi koniec miasta, żeby się napić kawy), a jako że mam raka piersi (do tej pory naiwnie myślałam, że w listopadzie go wycięli), więc jak się zarażę koronawirusem, to umrę (jasnowidz czy co?).

Nie mógł odnaleźć wyniku w karcie, za to pytał mnie kiedy, w którym gabinecie i kto robił mi cytologię. W końcu znalazł go w systemie. "Wynik jest dobry" - usłyszałam. "Za rok do kontroli" - dodał.

Padło też pytanie o to kiedy miałam wykonywane USG ginekologiczne, bo jestem narażona na raka jajnika. Nawet nie przejrzał karty i zamilkł gdy oznajmiłam, że w maju miałam usunięte oba jajniki z jajowodami, a w takim przypadku co będzie można obecnie zobaczyć na USG?

No i na koniec - gdy ośmieliłam się spytać czy dostanę wynik cytologii na papierze - dowiedziałam się, że jest w mojej dokumentacji i go nie potrzebuję. Oczywiście nie dałam się spławić, więc kazał przyjść za tydzień. I gdzie tu sens i logika? Przecież mam siedzieć w domu, a nie ganiać po lekarzach.