Ponoć Rudzielec ma pełne prawo obchodzić dzisiaj swoje święto. On nawet sobie nie zdaje z tego sprawy jak ważna jest dla mnie jego obecność.
Wiele bym mogła napisać na jego temat, ale obawiam się, że wciąż powtarzałabym te same słowa - o wyjątkowości, spokojnym charakterze i cudownym usposobieniu.
Wniósł do mojego życia jeszcze więcej koloru, dodał mu rumieńców, uśmiechu, radości i czułości. Mogłabym patrzeć na niego bez końca i schrupać w całości.
Miziak doskonale wie kiedy będę wychodzić z domu. Leży wtedy na dywanie, z łebkiem na łapkach i ma takie smutne spojrzenie. Wystarczy, że do niego podejdę, a momentalnie odwraca się na grzbiet i oczekuje głaskania. Zmieniają się też jego oczy.
W poleconym przez dwie znajome psiary osiedlowym sklepie zoologicznym zakupiłam dużo różnych smaczków. Testowaliśmy wszystkie, by ostatecznie pozostać przy tych, które mu najbardziej pasują i starczają na dłużej.
Najwięcej czasu zabierają mu kości, więc mam ich sporo. Przepada również za suszoną wołowiną i marchewką w paskach, a także za mięskiem nawijanym na kostki oraz za gryzakiem z zieloną herbatą, który jest podobno skuteczny do oczyszczania zębów.
Uwielbia banany, arbuza, biszkopty, jogurty, mozzarellę, serki homogenizowane, topione, białe i żółte oraz lody. Oczywiście wszystkie wyżej wymienione dostaje w małych ilościach i raz na jakiś czas. Podstawą jego żywienia jest bowiem bezzbożowa i hypoalergiczna karma z mięsa jelenia i ziemniaków.



