Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 6 lipca 2020

3103. Nigdy

Wczoraj spałam aż do dziewiątej, a dzisiaj wstałam pół godziny wcześniej. Przez te upały i codzienne pobudki na rehabilitację byłam tak zmęczona, że bardzo potrzebowałam snu.

Na onkologię pojechałam dopiero po dwunastej, a i tak do chemika weszłam dwie godziny później. Gdyby nie uprzejmość pielęgniarki, która szybciutko poszła do apteki po Herceptynę, pewnie nie dostałabym dziś zastrzyku.

Poniedziałki są najgorsze jeśli chodzi o ilość pacjentów, ale przez świąteczny 1. maja iniekcje przesunęły mi się z piątków właśnie na poniedziałki. Nic to - dam radę - zostały mi jeszcze tylko dwa ukłucia.

Po dziesięciu minutach i przeszukaniu czterech segregatorów w dwóch gabinetach odebrałam wreszcie wynik cytologii. Udało mi się też spytać panią kardiolog o środową wizytę - przed wejściem do niej mam poprosić pielęgniarki o zrobienie EKG.

Zerwał się wiatr, spadł deszcz i można funkcjonować. Właśnie wróciliśmy z Mężem (na razie ma pierwszą zmianę w pracy) ze spaceru z Rudzielcem. Przyjemny chłodek panuje na dworze - oby jak najdłużej.