Wczoraj spałam aż do dziewiątej, a dzisiaj wstałam pół godziny wcześniej. Przez te upały i codzienne pobudki na rehabilitację byłam tak zmęczona, że bardzo potrzebowałam snu.
Na onkologię pojechałam dopiero po dwunastej, a i tak do chemika weszłam dwie godziny później. Gdyby nie uprzejmość pielęgniarki, która szybciutko poszła do apteki po Herceptynę, pewnie nie dostałabym dziś zastrzyku.
Poniedziałki są najgorsze jeśli chodzi o ilość pacjentów, ale przez świąteczny 1. maja iniekcje przesunęły mi się z piątków właśnie na poniedziałki. Nic to - dam radę - zostały mi jeszcze tylko dwa ukłucia.
Po dziesięciu minutach i przeszukaniu czterech segregatorów w dwóch gabinetach odebrałam wreszcie wynik cytologii. Udało mi się też spytać panią kardiolog o środową wizytę - przed wejściem do niej mam poprosić pielęgniarki o zrobienie EKG.
Zerwał się wiatr, spadł deszcz i można funkcjonować. Właśnie wróciliśmy z Mężem (na razie ma pierwszą zmianę w pracy) ze spaceru z Rudzielcem. Przyjemny chłodek panuje na dworze - oby jak najdłużej.
Po dziesięciu minutach i przeszukaniu czterech segregatorów w dwóch gabinetach odebrałam wreszcie wynik cytologii. Udało mi się też spytać panią kardiolog o środową wizytę - przed wejściem do niej mam poprosić pielęgniarki o zrobienie EKG.
Zerwał się wiatr, spadł deszcz i można funkcjonować. Właśnie wróciliśmy z Mężem (na razie ma pierwszą zmianę w pracy) ze spaceru z Rudzielcem. Przyjemny chłodek panuje na dworze - oby jak najdłużej.
