Prawie tydzień minął od ostatniego wpisu...
Wszystko w porządku ze mną, z Mężem, z Mamą i z Psiakiem. Byłam tylko trochę zajęta i pochłonięta innymi sprawami.
Raz, że praca - cudowna, fantastyczna, w świetnym towarzystwie i atmosferze, bez stresu. Roboty mamy dużo, bo wciąż jesteśmy tylko we dwie, gdyż trzecia z nas nadal przebywa w domu przechorowując COVID. Jedyną niedogodnością jest siedzenie, od którego boli mnie kręgosłup, ale i tu znalazłam rozwiązanie - zakupiłam specjalną ortopedyczną poduszkę lędźwiową, którą od jutra zamocuję na krześle.
Dwa, że od kilku tygodni uczestniczę w różnych interesujących mnie, a darmowych Webinarach, które odbywają się popołudniami.
Trzy, że potrzebuję ogarnąć logistycznie zakupy, pranie oraz inne tak zwane "obowiązki" i "powinności" dobrej żony.
Cztery, że dbam o siebie i swoje zdrowie - wczoraj miałam kontrolny rezonans magnetyczny piersi z kontrastem. Na przyszły tydzień wyznaczono mi termin densytometrii. Czekam też na datę kolonoskopii, którą wreszcie wypadałoby zrobić. A że wszystko na miejscu, praktycznie w zasięgu ręki, więc działam. W sobotę idę do pani dietetyk po swoją spersonalizowaną dietę.
Chyba mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o tę ostatnią, najgorsze już za mną. Im więcej dni upływa, tym łatwiej przychodzi mi patrzenie na to, co znajduje się na talerzu. Przeczytałam poleconą książkę i dzięki treści w niej zawartej zmieniam podejście do jedzenia.
Namawiam też Dyrektora Wykonawczego na pójście w moje ślady i skorzystanie z usług dietetyczki - w ramach prezentu na Mikołaja chcę podarować mu voucher na trzy pierwsze wizyty. Pozostaje tylko kwestia czy on się zgodzi...
