Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

poniedziałek, 30 listopada 2020

3157. Oko za oko

Nasze małżeńskie sobotnie spotkanie w prywatnym gabinecie u znajomej rehabilitantki nie przyniosło dobrych wieści - ja mam poważny problem z kręgosłupem, a Mąż z barkiem i prawdopodobnie szyją.

W związku z powyższym Dyrektor Wykonawczy dostał zalecenie umówienia się na USG stawu barkowego, a ja na wizytę do lekarza rehabilitanta z prośbą o skierowanie na masaż.

Po obiedzie wybraliśmy się do galerii handlowej, zapominając całkowicie, że był to pierwszy dzień otwarcia większości sklepów. Wszędzie pełno ludzi - snujących się nie wiadomo po co, siedzących gdzie popadnie, w większości bez maseczek na twarzach.

Gdyby nie to, że miałam do odbioru zamówioną w sieciówce książkę i gdyby nie to, że potrzebowałam kupić dwie patelnie - grillową i zwykłą i gdyby nie to, że Głos Rozsądku miał kupić sobie robocze spodnie do pracy, nigdy w życiu bym się tam nie pojawiła.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o sklep samoobsługowy, gdzie nabyłam sporo produktów, które na co dzień będę wykorzystywać w swojej diecie, a których oczywiście w domu nie było.

Doszłam też do wniosku, że niebawem sami zaczniemy piec chleb w piekarniku. Na razie Mąż robi rozeznanie w kwestii zakwasu, drożdży oraz jak się do tego zabrać.

Od dzisiaj - w związku z czwartkową kolonoskopią - mam ograniczone spożycie pewnych produktów, a w środę to już będzie apogeum, gdyż od godziny szesnastej do dwudziestej mam wypić cztery litry paskudztwa o nazwie Fortrans. Potem się zacznie festiwal oczyszczania, czyli bliskie spotkanie z sedesem.