Odkąd pamiętam choinkę ubieraliśmy prawie tuż przed świętami - jak dla mnie o wiele za późno. Nie jestem zwolenniczką klimatu Bożego Narodzenia w listopadzie, ale w okolicach Mikołaja - moim zdaniem - na choinkę jest idealny czas.
Tak więc w sobotę wieczorem Mąż poszedł do piwnicy i przyniósł sztuczne drzewko, które w niedzielę przystroiliśmy bombkami. Światełkami zajął się Dyrektor Wykonawczy, gdyż jest w tym mistrzem.
Idąc za ciosem, w poniedziałek rano, po przyjściu do pracy spytałam koleżanki czy mają coś przeciwko wyjęciu schowanej w szafce małej choineczki. Chętnie się zgodziły, więc i tam cieszę oczy symbolem świąt.
Co prawda drzewko przedwczoraj wyglądało tak, jak na pierwszym zdjęciu, by dzisiaj zmienić się w to na drugiej fotce.
