Wczoraj na konto wpłynęła mi pierwsza pensja w całości. Wreszcie zobaczyłam więc ile tak naprawdę zarabiam. W porównaniu do poprzedniej pracy zyskałam pod każdym względem.
Pensja, premia, dodatek stażowy plus darmowe i szyte na miarę ubrania medyczne, pieniądze na Boże Narodzenie i wczasy pod gruszą, dopłata do okularów korekcyjnych, bezpłatna szczepionka przeciwko grypie - to finanse, a przecież nie tylko one się liczą.
Dla mnie najważniejsza jest atmosfera i relacje między ludźmi, a na te (póki co) nie mogę złego słowa powiedzieć. Jestem nowa, ale od samego początku czuję się częścią zespołu, w który bez problemu wsiąknęłam.
Kwitnie u nas handel wymienny - pomimo pandemii, która (jak dowiedziałam się od koleżanek) drastycznie ograniczyła sprzedaż. Można kupić markowe kosmetyki kolorowe oraz produkty do włosów. Poza tym na przykład wczoraj były świąteczne skarpety. Cyklicznie dostępne są wiejskie jaja i sery. Oczywiście wszystko w konkurencyjnych cenach.
Każdy kto chce, przynosi co mu zalega w domu i albo sprzedaje albo rozdaje za darmo. W ten sposób podarowałam koleżance trzy pary butów, których nigdy nie nosiłam. W podziękowaniu otrzymałam butelkę nalewki z aronii własnej roboty.
Nie ma dnia, żeby ktoś czegoś nie przyniósł, czymś nie handlował albo czymś nie częstował. I żeby nie było - pracujemy normalnie i pełną parą - zarówno rejestracja, gabinety lekarskie, sala zabiegowa i my, czyli opisówka.
