Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

środa, 16 grudnia 2020

3162. Dokończę

Nie za bardzo chce mi się pisać, bo tak naprawdę od pewnego czasu posty wciąż poruszają sprawy zdrowotne, a ja nie lubię narzekać - dlatego trochę przemilczam. Ale jak już zaczęłam, to dokończę.

Otóż myślałam, że osłabienie, nieustanne męczenie się przy najprostszych nawet czynnościach, pocenie, brak sił i zawroty głowy miną po zwiększeniu dawki Euthyroxu. Minął już ponad miesiąc, a ja nadal nie czuję się dobrze.

Na dodatek od kilku dni mam zajady. Bolą mnie też kości - szczególnie jak się położę spać. Nieraz budzę się z bólem prawej stopy, czy lewego kolana. Boli mnie również kręgosłup - praktycznie cały - lędźwiowy, piersiowy oraz szyjny.

Męczę się jak siedzę, męczę się jak stoję, męczę się jak chodzę. Naprawdę ciężko mi o tym pisać, ale mam wrażenie, że ktoś wyłączył mi zasilanie. Trudno jest wytłumaczyć innym, że przejście korytarzem jest teraz dla mnie wyzwaniem. Gdzieś z tyłu głowy pojawiło się pytanie - czy to aby nie przerzuty?

Czekałam aż samo przejdzie, ale skoro czuję się coraz gorzej fizycznie (a wpływa to niekorzystnie na moją psychikę), zaczęłam działać. I tak wczoraj byłam u psychiatry po kontynuację leku. Zajrzałam do kolegi radioterapeuty, który skonsultował się z chemikiem. Ten ostatni zaprosił mnie do gabinetu.

Okazało się, że mam objawy, które nie są jednoznaczne, ale żeby albo wykluczyć albo potwierdzić pewne kwestie, trzeba wykonać badania krwi w kierunku wątroby, marker nowotworowy CA 15-3, ale też USG jamy brzusznej oraz scyntygrafię kości. Co dziwniejsze, obaj lekarze zalecili też zrobienie przeciwciał w klasie IgG w kierunku COVID-19, gdyż mogłam go przejść bezobjawowo, a to, co odczuwam, może być powikłaniami po jego przebyciu.

Dzisiaj dostałam skierowanie na wyżej wymienione przeciwciała. Pobrano mi krew na wszystkie zlecone badania - tym razem ze stopy, bo jedyna próba wkłucia się w wątłą żyłkę na prawej ręce skończyła się fiaskiem. 

Termin scyntygrafii mam wyznaczony na 22. grudnia. Już wzięłam sobie urlop na ten dzień, bo po wstrzyknięciu izotopu będę czekać około trzy godziny. Samo badanie trwa kilkanaście minut, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość zanim do niego dojdzie. Na szczęście można normalnie jeść i pić dużo wody, więc wytrzymam.

Podążając za radą medyków, zapisałam się także na szczepienie przeciwko COVID, które przysługuje za darmo wszystkim pracownikom onkologii.