Ostatni weekend przed świętami przeleciał nie wiadomo kiedy, a upłynął nam na załatwianiu różnych spraw.
W sobotnie przedpołudnie pojechałam do stomatologa na umówioną wizytę, w trakcie której zajął się on dwoma malutkimi ubytkami w górnej jedynce i dwójce. Zalecił też zapisanie się na skaling oraz piaskowanie. Tak zrobiłam - termin mam 7. stycznia. Przy okazji poprosiłam o wyznaczenie przeglądu dla Głosu Rozsądku.
W tym samym czasie Mąż wybrał się do sklepu ze zdrową żywnością, by odebrać zamówione przeze mnie dzień wcześniej produkty - kapustę kiszoną, susz wigilijny, a także kilka innych rzeczy, których nikt poza mną jeść nie zechce.
Dyrektor Wykonawczy, razem z Psiakiem, wyszedł mi na spotkanie kiedy wracałam od dentysty. We troje udaliśmy się do zaprzyjaźnionego osiedlowego sklepu zoologicznego w celu przymiarki zimowych kurteczek dla Rudzielca.
Sama raczej nie wpadłabym na pomysł ubierania czworonoga, ale zakochana w Miziaku po uszy Mama suszyła mi głowę od dłuższego czasu. Stwierdziła, że musi mu być ciepło, więc w ramach prezentu gwiazdkowego dla Sierściucha dała mi pieniądze z przeznaczeniem na odzienie dla niego - w liczbie dwóch sztuk.
Łachudra, jak chyba większość kundelków, jest niewymiarowy, ale po kilku nieudanych próbach (za ciasne, za krótkie) w końcu udało się znaleźć w sumie trzy kurteczki, bo ta czerwona jest dwustronna i może być też granatową. Turkusowa ma odsuwany kaptur.
Zdjęcia niestety nie są ostre i nie oddają w rzeczywistości o wiele wyraźniejszych i nasyconych kolorów. Raz, że robione komórką, a dwa, że Psiak jest ruchliwy i jak tylko kucnę, od razu do mnie biegnie.
Wróciliśmy do domu. Rodzicielka przeszczęśliwa, a ja wreszcie będę mieć tak zwany święty spokój - przynajmniej w tej kwestii.
Zjedliśmy obiad, a potem siatki w dłonie i po biedronkowe zakupy. Powrót, chwila oddechu i tym razem tescowe zakupy. Wieczorem byliśmy wystarczająco padnięci i zmęczeni.
W niedzielę dokupiliśmy ostatnie drobne prezenty dla Mamy, a także odwiedziliśmy cukiernię z ciastami fit - bez cukru, bez laktozy i wegańskie. Tam w Wigilię wybiorę sobie po kawałeczku ich specjałów.
Jutro mam urlop, ale nie będąc w pracy, i tak będę w pracy - wszak czeka mnie scyntygrafia kości. Potem odbiorę zamówione w aptece leki, rozejrzę się za jemiołą i za miską spowalniającą dla Rudzielca.
W środę organizujemy sobie w poradni Wigilię - każdy coś przynosi z domu i będzie uczta (dla kogo uczta, dla tego uczta).

