Piszę na szybko, bo od wczoraj zaczął szwankować wiatrak w laptopie, a dzisiaj pojawił się komunikat, że nie pracuje on właściwie i nie wiem czy nie trzeba będzie go oddać do naprawy. Ale tym zajmie się Mąż po powrocie z pracy.
Deszcz w nocy, deszcz od rana. Najlepiej mi się wtedy śpi - obudziłam się dopiero po ósmej. Przed południem wyszłam z domu z parasolką, ale potem przestało padać. Zrobiło się za to duszno i wilgotno.
Na onkologii załatwiłam wszystko, co chciałam. Odebrałam skierowanie na badania krwi przed chemią (doktor zapomniał mi je wydrukować w piątek, a ja zauważyłam ten fakt dopiero przed szesnastą), poszłam do punktu pobrań (od razu oddałam dodatkową próbkę do oznaczenia grupy krwi przed operacją), dostałam też pojemnik na mocz.
Potem udało mi się wstrzelić pomiędzy zabiegi doktorka od portu. Praktycznie od razu posadził mnie na stole i zdjął szew. Umówiłam się z nim na piątek po wyjściu od chemika na wkłucie, bo obawiam się, że pielęgniarki znowu nie podejmą się podania chemii bez fachowej pomocy.
Byłam na wizycie u pani psychoonkolog, z którą ostatnio widziałam się trzy miesiące temu, tuż przed pierwszą czerwoną chemią. Opowiedziałam co się działo i jak sobie radzę. "Pięknie pani wygląda" - usłyszałam od niej. Kontrolnie umówiłam się na kolejne spotkanie za pięć tygodni, bo nie dzieje się nic takiego, co wymagałoby jakiejś profesjonalnej interwencji, a po co mam zajmować miejsce komuś, kto bardziej tego potrzebuje?
Na korytarzu spotkałam jedną znajomą, potem drugą. Coraz więcej ich tam mam - wśród pacjentek, ale również wśród personelu.
Po wyjściu z onkologii pojechałam po nawóz do kwiatków, którego używam od kilku lat. Przy okazji spełniłam swoje niespełnione do dzisiaj marzenie - zakupiłam pierwszą w życiu paprotkę.
Słoneczniki podarowane przez Dyrektora Wykonawczego są z pewnością najpiękniejszymi i najdłużej stojącymi, jakie kiedykolwiek od niego dostałam. Mało tego - rozwinął się nawet dodatkowy pączek i zamiast trzech mam obecnie cztery kwiaty.
Byłam w aptece - wykupiłam leki dla siebie i Głosu Rozsądku. Zjadłam też pyszny obiad - z kompotem i surówką.

