Aż nie dowierzam, patrząc na prognozę pogody, że może to być ostatni dzień upału. Oby, bo i ja i Mąż nie dajemy już rady.
Dzisiaj praktycznie nic nie robiliśmy. Poza siedzeniem w domu, jedzeniem, umyciem się i drzemaniem na rozłożonej sofie w pokoju.
Jutro ma ponoć padać. I to całkiem nieźle. Jak zobaczę, to uwierzę. Na razie - jeszcze - nie cieszę się na zapas.
Pisać mi się nawet nie chce. Ale na koniec zamieszczę fotki balkonu z dwóch ostatnich sobót - w pełnym słońcu i bez niego.
