Miała być burza. Miał lać deszcz. I co? I nic. Miało się też ochłodzić. I niby się ochłodziło, ale wilgotność w powietrzu była tak wysoka, że ubranie lepiło się do ciała, a pot spływał ciurkiem po plecach i twarzy.
Jutro nie wychodzę z domu. Mam kilka rzeczy do załatwienia przez telefon i mailem, więc chętnie poczekam aż się pogoda na dobre wyklaruje. Napiszę wtedy wrażenia z dzisiejszej prywatnej wizyty u chirurga onkologa.
