Pobudka o piątej rano, śniadanie, mycie, ubieranie, włosów modelowanie (czyli onkostylówka w kwiatki), autobus i kierunek onkologia.
Dzisiaj szybko - druga w kolejce do chemika, druga do wkłucia w port, ulubiony fotel na ulubionej sali, trzy godziny wlewów (8:30 - 11:30), koncert U2 w słuchawkach i na ekranie, a potem powrót w pojedynkę do domu z postojem na obiad w barze.
Na refundowany od początku września Pertuzumab, czyli Perjetę - niestety - nie mam szans. O kilka tygodni "za wcześnie" rozpoczęłam leczenie. Żeby podwójna blokada miała sens leczniczy powinnam mieć cztery podania (równocześnie z Herceptyną, czyli Trastuzumabem) jeszcze przed operacją. Na to potrzeba dwunastu tygodni, a ja mam zabieg za jedenaście tygodni. Nie da się go przesunąć, gdyż musi się on odbyć nie później niż miesiąc po chemioterapii, którą kończę 25. października.
Chemioterapeuta powiedział, że nawet gdyby wiedział wcześniej, iż będzie refundacja Pertuzumabu, nie poczekałby u mnie z leczeniem, bo w przypadku raka hormonozależnego z HER2 dodatnim trzeba działać jak najszybciej, gdyż on się bardzo szybko może rozprzestrzenić do węzłów chłonnych, a potem już tylko krok do przerzutów odległych. A tego przecież oboje nie chcemy.
Dostałam za to skierowanie na EKG i do kardiologa. Mam już umówiony termin na 10 października, bo doktor chciał, aby wizyta odbyła się po trzecim, a przed czwartym podaniem zastrzyku z Herceptyny, które ma mieć miejsce 11. października.
Poprosiłam również o skierowanie do ginekologa. Po trzeciej czerwonej chemii przestałam miesiączkować i z dnia na dzień przeszłam wymuszoną chemioterapią menopauzę. Potrzebuję porady ginekologa onkologa co dalej. Poza tym, i tak po skończonym leczeniu najpewniej nie uniknę operacji usunięcia jajników ze względu na wysokie ryzyko przerzutów (przed którym ostrzegała mnie genetyk), więc będę już pod opieką specjalisty. Wizytę mam wyznaczoną na 24. września.
Po powrocie odwiedziła mnie właścicielka mieszkania - rozliczyłyśmy się z rachunków. Spytałam ją o pozwolenie na weekendową opiekę nad psem koleżanki. Jak zobaczyła te jego wielkie oczyska na zdjęciu, od razu się zgodziła. Sama też ma psiaka, więc tym bardziej rozumie sytuację. Prania tym razem nie robiłam, gdyż wczoraj były dwa, które czekają na złożenie i schowanie.
Poprawiłam pismo do ZUS uzupełniając je o daty dodatkowych wizyt lekarskich, opłaciłam internetowo rachunki, posegregowałam skserowane dokumenty, napisałam post, a teraz mogę się położyć, bo trochę chce mi się spać.
Jutro rajd i ognisko, z których nawet nie wiem o której wrócę, ale jeśli notki do wieczora nie będzie, znaczy to jedno - bawię się fantastycznie, a relację zdam w niedzielę.
