Sobota pełna wrażeń. Cały dzień w drodze. Różnymi środkami transportu - najpierw pociągiem, potem na własnych nogach, później busem, następnie znowu na własnych nogach, a na koniec samochodem prosto do kawalerki.
Wyszliśmy z domu o 9:40, wróciliśmy około 22:40, więc nawet nie było mowy o pisaniu jakiejkolwiek notki na blogu.
Prawie czternaście kilometrów piechotą, a na deser odpoczynek i konsumpcja przy ognisku w towarzystwie części licealnej klasy.



