Od Autorki

Teksty oraz zdjęcia zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa (jeśli jest inaczej, podaję źródło), stanowią więc moją własność.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, cytowanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie bez mojej wiedzy oraz bez podania adresu tego blogu.
(Ustawa o prawach autorskich - Dz.U. z dnia 4 lutego 1994 r., nr 24, poz. 83)

wtorek, 31 lipca 2018

2550. Odwaga

Wczoraj Mąż wstał o czwartej rano - tylko po to, by pojawić się na dworcu PKP przed godziną piątą, o której otwiera się pierwsza kasa. Nie dość, że niemiła pani (nie napiszę jak nazwał ją Dyrektor Wykonawczy, bo takie słowa usłyszeć z jego ust to rzadkość) nie umiała sprzedać mu biletów nad morze, to jeszcze dowiedział się, że wydziwia, gdyż śmie wybierać sobie miejsca i chce siedzieć obok własnej żony, a nie gdziekolwiek.

Na szczęście o godzinie szóstej otworzono drugą kasę i tam wreszcie udało mu się kupić bilety.

Przyjechał do domu, ja zjadłam śniadanie i niebawem wsiedliśmy w autobus i wyruszyliśmy do przychodni, gdzie Głos Rozsądku prawie półtorej godziny czekał na zrobienie ustalonej w styczniu gastroskopii. Nie dość, że był niewyspany, głodny i chciało mu się pić, to jeszcze ciśnienie podniosła mu bladym świtem kasjerka, a potem na dodatek jeszcze to opóźnienie.

Na szczęście w końcu doczekał się na pana doktora, który sprawnie przeprowadził badanie przy okazji usuwając mu trzymilimetrowego polipa z żołądka.

Jestem dumna i pełna podziwu dla Męża - zarówno jeśli chodzi o kupno biletów (nie wiem czy potrafiłabym być tak opanowana jak on), jak również w kwestii gastroskopii - sama nie byłam (i nadal nie jestem) na tyle odważna.

niedziela, 29 lipca 2018

2549. To, co masz

Żeby być wdzięcznym za deszcz, trzeba najpierw doświadczyć upału. 

Żeby być wdzięcznym za dobre słowa, trzeba najpierw doświadczyć złych. 

Żeby być wdzięcznym za kromkę chleba, trzeba najpierw doświadczyć głodu.

Żeby być wdzięcznym za drugiego człowieka, trzeba najpierw doświadczyć samotności.

środa, 25 lipca 2018

2548. Głupie?

Jak cudnie rześkie jest powietrze po deszczu i burzy... Otworzyłam prawie na oścież balkonowe drzwi, by odetchnąć z ulgą po ulewie, jaka niedawno się tu przetoczyła i z lubością wdychałam ten zapach.

Z tą rześkością i ulgą skojarzyło mi się od razu pisanie. Bo czasem "człowiek musi, inaczej się udusi"... Ale nieraz wolę połknąć słowa, zdusić je w zarodku i rozgonić myśli, które spadają na mnie niczym grom z jasnego nieba.

wtorek, 24 lipca 2018

2547. Siedem lat

Dokładnie tyle mija właśnie dzisiaj od czasu napisania przeze mnie pierwszego postu na blogu. Ciekawe czy jest tu ktoś, kto czyta te zapiski od samego początku...

Dzięki blogowi odwiedziłam kilka miejsc i poznałam parę osób i choć większość z tych znajomości nie przetrwała, ja wyniosłam z tego świetną (aczkolwiek w niektórych przypadkach przepełnioną rozczarowaniem) lekcję życia.

Miewałam i nadal miewam myśli, żeby przestać pisać i zamknąć to wirtualne okienko na świat, ale - jak widać - jeszcze nie przekułam ich w czyny.

Mam wrażenie, że niby prawie nic się przez te siedem lat nie zmieniło, chociaż tak naprawdę zmieniło się praktycznie wszystko...

niedziela, 22 lipca 2018

2546. Wybory

To był mój najkrótszy weekend. W piątek (podobnie jak przez cały ubiegły tydzień) skończyłam pracę o godzinie dwudziestej drugiej, a jutro (podobnie jak przez najbliższe cztery dni) rozpocznę ją o siódmej rano.

Mąż zrobił szczegółowe rozeznanie jeśli chodzi o pociągi nad morze i już wiemy czym pojedziemy. Najpierw rozważaliśmy opcję bezpośredniego (ale nocnego) połączenia, która upadła ze względu na cenę (wagon sypialny) oraz moją niechęć do jeżdżenia po nocy.

Połowę trasy (tę od stolicy nad Bałtyk) spędzimy w Pendolino, dzięki czemu powinno być szybciej i sprawniej. Poza tym to będzie nasz kolejny pierwszy raz, gdyż tym pociągiem jeszcze nie mieliśmy okazji podróżować.

Oboje zastanawialiśmy się też co zrobić z Pepe na czas urlopu. Do wyboru mieliśmy albo zostawić go tutaj i poprosić sąsiadkę o codzienne karmienie i doglądnięcie ptaszka albo zawieźć malucha do rodziców. 

Po namyśle wybraliśmy to ostatnie rozwiązanie, bo nie chcemy skazywać naszego kanarka na siedzenie w samotności, a mama większość czasu spędza w domu i na pewno opieka nad nim dobrze jej zrobi.

czwartek, 19 lipca 2018

2545. Tęskno

Panująca od kilku dni jakże zmienna pogoda idealnie odzwierciedla mój nastrój. Czasem chce mi się płakać i mam wszystkiego dość, a kiedy indziej zaczynam się uśmiechać i radośniej patrzę na otaczający mnie świat i ludzi.

Za radą mojej znajomej pielęgniarki załatwiłam tacie refundowane przez NFZ zlecenie na zakup materaca przeciwodleżynowego. Wczoraj Mąż z mamą pojechali do sklepu medycznego i przywieźli go do mieszkania rodziców.

Jak tak sobie siedliśmy w weekend z Dyrektorem Wykonawczym i zaczęliśmy rozmawiać o atrakcjach, które chcemy zobaczyć podczas urlopu, już mi do niego tęskno i nie mogę się doczekać. Jeszcze tylko 26 dni roboczych...

niedziela, 15 lipca 2018

2544. Kalkulacje

Już jakiś czas temu rozmawialiśmy z Dyrektorem Wykonawczym co chcielibyśmy jeszcze zobaczyć i gdzie pojechać. Bo kierunek zgodnie i jednomyślnie obraliśmy wciąż ten sam - ukochany Bałtyk.

Wczoraj Głos Rozsądku oznajmił mi, że dla niego najważniejsze są trzy punkty:

1. nie spieszyć się,
2. nie kłócić się,
3. wypocząć.

Usiedliśmy dziś razem i sprawdzaliśmy ceny biletów autobusowych, na SKM, PKP oraz biletów wstępu do miejsc, które chcemy odwiedzić podczas urlopu. Podliczyliśmy wszystko - łącznie z noclegami i mamy gotową kalkulację kosztów naszego wyjazdu.

Spojrzałam w kalendarz i wynika z niego jasno, że już tylko sześć tygodni (albo dwadzieścia dziewięć dni roboczych) dzieli nas od trzytygodniowego urlopu.

czwartek, 12 lipca 2018

2543. Decyzje

Po długotrwałych obserwacjach, rozważaniach i przemyśleniach doszłam do konkretnych wniosków i podjęłam konkretne decyzje.

Pierwsza dotyczy naszego wyjazdu nad morze. Jako że po raz ostatni na urlopie z prawdziwego zdarzenia byliśmy dokładnie pięć lat temu, mam nadzieję z utęsknieniem przywitać się z Bałtykiem za kilka tygodni.

Chcę w końcu zrobić coś dla siebie, dla Męża i dla nas, a nie non stop żyć życiem rodziców, wysłuchując jedynie codziennych pretensji i narzekań mamy.

Druga dotyczy mojej pracy. Jako że dostałam nową umowę o pracę na kolejne półtora roku i nieznaczną podwyżkę, mam więc pewnego rodzaju stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, a w takiej sytuacji o wiele łatwiej jest rozglądać się za czymś nowym.

W obecnym miejscu pozbawiona jestem możliwości dalszego rozwoju i niczego więcej się już tu nie nauczę, a coraz gorsza atmosfera zarówno pomiędzy zespołem, jak i szefostwem bardzo źle wpływa na moją psychikę i motywację.

Zatem bez presji, bez parcia, bez emocji, na spokojnie podejmuję pewne konkretne działania w kierunku zmiany pracy.

poniedziałek, 9 lipca 2018

2542. Swoim życiem

Jak to dobrze, że są weekendy - przynajmniej można odetchnąć od pracy i spraw z nią związanych. Aczkolwiek los lubi być przewrotny, więc nie do końca się to jednak udaje.

Ostatnio moje myśli krążą wokół kwestii związanych z przemijaniem, odchodzeniem, umieraniem i generalnie sensem życia oraz refleksją nad tym, co po nas pozostanie.

W sobotę pojechaliśmy z Mężem do rodziców w związku ze zbliżającymi się imieninami mamy. Zawieźliśmy upominki, złożyliśmy życzenia, zjedliśmy obiad i deser.

Choroba ojca niejako wymusza taką, a nie inną tematykę rozmów, ale jak dla mnie wałkowanie w kółko tego samego staje się już nie do zniesienia i zaakceptowania.

Nie miałam najmniejszej ochoty na tamtą wizytę. Zrobiłam to, bo tak wypadało. Poczułam ulgę i odetchnęłam dopiero wtedy, gdy zamknęłam za sobą drzwi mieszkania rodziców.

Czy mam prawo mieć dość dzwonienia do mamy i wysłuchiwania jej utyskiwań? Czy mam prawo nie chcieć tam jeździć? Czy mam prawo żyć swoim życiem? Czy jestem wyrodną córką?

czwartek, 5 lipca 2018

2541. Spełniać i znosić

Dzisiaj mija równiutkie pięć miesięcy od czasu jak się tu przeprowadziliśmy. Wtedy był środek zimy i padał śnieg. Teraz mamy pełnię lata i świeci słońce.

Mijamy się z Mężem zmianami - on ma pierwszą, ja drugą. Mimo wszystko wolę się jednak wyspać, bo sen bardzo mi pomaga się zregenerować i odstresować.

Przeziębienie wciąż mnie trzyma. Poza posiadanymi już lekami, dostałam jeszcze krople od uszu i tabletki do ssania. Na szczęście nie mam kaszlu i gorączki, więc się cieszę.

I tak sobie leci dzień za dniem; dzień wypełniony zwyczajnymi rutynowymi czynnościami - bez szaleństw i fajerwerków - ot nuda można by rzec.

poniedziałek, 2 lipca 2018

2540. Jakie jest

Wygląda na to, że pogoda spłatała mi figla, bo od piątkowego poranku jestem przeziębiona. Na szczęście mam w domu zapas leków z poprzedniego razu, więc po konsultacji lekarskiej skutecznie je wykańczam. Póki co funkcjonuję bez antybiotyku, ale jutro mam zamiar dać się przebadać i zobaczymy co zdecyduje pani doktor.

W sobotę byłam co prawda w pracy, ale daliśmy radę z Mężem wybrać się później w nowe miejsce, żeby przetestować nową pizzę. Dyrektor Wykonawczy posprzątał całe mieszkanie i pojechał jeszcze na drugi koniec miasta kupić elektryczny czajnik dla mamy, który chcemy jej podarować na imieniny.

W niedzielę wybraliśmy się na małe zakupy, a potem (w ramach obiadu) skonsumowaliśmy pierogi w naszej ulubionej pierogarni (z bobem i boczkiem dla mnie, a ruskie dla Głosu Rozsądku). Przez cały weekend namiętnie oglądaliśmy w sieci stare odcinki "Daleko od szosy".

Mąż, z powodu urlopu kolegi, od dzisiaj aż do 10 lipca włącznie chodzi do pracy na pierwszą zmianę. A ja, mając wolny poniedziałek za roboczą sobotę, postanowiłam zakupić brakujące leki do naszej apteczki oraz porcję świeżych ziarenek dla Pepe. Wieczorem idziemy razem do kina na "Zimną wojnę".